Strona profilowa użytkownika DamianCielepa

DamianCielepa

mężczyzna - 38 lat, Cieszyn, Poland
- 2.137 Odwiedzający

Blog 15

Jesteś kim jesteś


  • Z listu do Mirosława Gabrysia. część czwarta

    „Wyszedłem spod prysznica i pocę się jak świnia. Czym jest to coś, co ubyło z mojego organizmu albo pojawiło się w nim i powoduje pocenie, którego przecież kiedyś nie było. Tylko pozornie problem jest natury fizjologicznej, który może u ciebie wywołać reakcję w stylu „o czym on mi tu pierdoli”, a przecież chodzi o przemijanie, starzenie się i te wszystkie duperele, od których rosną brzuchy i wypadają włosy. A jeśli chodzi o przemijanie, to zmiażdżony tak jestem, że chyba znów zostanę poetą, czego wolałbym sobie darować…”

    20.10.2009 Reykjavik

    Witaj!
    Muse - The Resistance – polecam Ci gorąco. Sądząc po naszych gustach muzycznych, czasem warta posłuchu jest odskocznia od tematu przewodniego.

    Napisałem w zeszły weekend:
    Nie czuje palców u rąk i stóp, a uszy zdają się zaraz odpaść ze wstydliwego zaczerwienienia. Zima zaplotła kagańce na szybach i nawet kluczyk do drzwi samochodu przestał pasować. „Cholera” – zakląłem pod nosem, nerwowo szukając odmrażacza po kieszeniach. „To chyba jakaś wendetta – pomyślałem, kiedy odbiło mi się kwasem żołądkowym, a oczy niemal nie wywróciły się na drugą stronę. - "Czuję, że zapowiada się wspaniały dzień." I na tym skończyłem. Następna niedziela całkowicie zaskoczona słońcem do tego stopnia, że można niemalże w krótkich spodenkach iść na spacer z psem, z dziewczyną lub całą rodziną. Zasiąść w ogródku i spokojnie wsłuchiwać się w dźwięki wiosenne. Urwany wątek opowiadania zastanawia się, co ze sobą począć. Czy mam ciągnąć dalej wspomnienia o piciu? Czy zewrzeć w słowa wyimaginowane podboje miłosne? Dwie dziewczyny i ja pośrodku splotu rąk i śliskości ust. Łóżko wodne? A może całkowicie z erotyką spauzować i przejść na poziom jakiegoś literackiego wynurzenia, lub też temat „Fotograficzne ujęcia poetyki we współczesnej literaturze w oparciu o publikacje Liternetowe.” Zastanawiam się, w czym byłbym dobry. W żuciu gumy, zabijając wyziew alkoholowy i próbując trzymać pion? W zmęczeniu po-stosunkowym? W eseistyce nad podziałami?
    Pozwoliłem sobie na komentarze do czyichś słów już popełnionych.
    „Zdaniem Jarona Lanier – jednego z głównych twórców i teoretyków wirtualnej rzeczywistości – uderzającą cechą wirtualnego świata, w którym do istotnych kategorii należą elastyczność oraz zdolność łatwego zmieniania jego zwartości, jest fakt, iż granica pomiędzy ludzkim ciałem – ciałem użytkownika, a resztą świata jest płynna.”
    Łatwość kreowania wizerunku, manipulacja poglądami, nieograniczona możliwość zdobywania informacji. Z drugiej strony, stajemy się coraz bardziej zautomatyzowani i podporządkowani światu wirtualnemu. Stajemy się jego chrząstkami i płynami ustrojowymi. Plikami.
    Dalej czytając: „…Obraz człowieka jako istoty szamoczącej się w przestrzeni, której granice stanowią kolejne urządzenia techniczne, zdaje się mieć wiele wspólnego z wizją marionetki kierowanej przez lalkarza lub robota nie umiejącego funkcjonować w izolacji od źródła zasilania” .
    Zatem mam rozumieć, że sterowanie naszą egzystencją przeszło metamorfozę ze stanu duchowego do zerojedynkowego? Uśmiałem się, czytając ten fragment na głos. Pomyślałem: „to co ja, kurwa, sram jedynką, a sikam zerem czy na odwrót? (w uszach już mi brzęczą słowa Szymona „Damian, ty to zawsze musisz kurwą rzucić”)
    Kończąc: „Człowiek traci coraz bardziej ów wielki dar tworzenia świata za pomocą słowa. Żyje niemo: rozwarstwiony na piętra, (…) słucha oczami. Gubi wewnętrzny wzrok, słowo staje się pozorem. (…) Jego ucho przestaje słyszeć. Świat odbiera jeszcze tylko za pomocą oka.”
    Podmiot liryczny jak sam autor przepoczwarza się dostosowując liryczne „ja” do panujących warunków na zewnątrz, w środku, w otoczeniu. Jako poeci brniemy w ślepe zaułki, tylko tym razem nie boimy się ciemności, gdyż świecimy komórką w otchłani. Tylko, czy to jest racjonalne?

    Zapadła noc, przesunięta o godzinę za sprawą zmiany czasu na zimowy. Będziemy o godzinę dłużej spać z pustymi brzuchami oraz odepchnięci sześćdziesięciu minutową dłużyzną od zapachu zaparzonej kawy Jacobs. W świadomości będziemy dłużej pracować, czyli późno wracać do domu, by się wykąpać, nakarmić rybki, wyprowadzić psa, pogłaskać kota. Tylko, jak to dzieciom wszystko wytłumaczyć? Na szczęście zazwyczaj piszę w godzinach względnych tj. 18-20, dzięki czemu nie zwariowałem doszczętnie.

    Nie patrz mi w oczy. W mojej głowie mieszkają same książki.

    -----------------------
    Bogusława Bodzioch-Była „Ku ciału post-ludzkiemu… Poezja polska po 1989 roku wobec nowych mediów i nowej rzeczywistości. S.25
    Tamże, S.142
    Tamże, S.85

    Cieszyn 24.10.2009
    Damian Cielepa

  • Z listu do Mirosława Gabrysia. część trzecia

    hej, hej, hej,
    w zeszły weekend sąsiedzi otwierali sklep hip-hopowy i na otwarciu zagrała słynna grupa Gus Gus, koncert był gratis, poszliśmy i chujnia taka, że paw jeden za drugim, na szczęście do domu 30 sekund drogi. Ale cóż, kiedy potem niespodziewanie przyszedł znajomy gej i niby tylko na chwilkę postał w drzwiach, gadka szmatka, pierdu pierdu i nagle puścił tak śmierdzącego bąka, że znowu prawie rzygnąłem. Kurwa, co to za życie, którego główną zasadą jest paw?
    pozdrowienia z coraz większej wsi Reykjavik,
    twój M

    Reykjavik 02.10.2009r.

    Z lekkim poślizgiem odpisuję – wybacz rozbieżność czasową.

    Weekend spędziłem w Krakowie (czyt. sobotę). Trochę wiało i miało padać, a słońce jak na złość wychodziło zza budynków, strasząc parasolki. Gapie rozdziawiali z podziwu gęby na widok mima, lalkarza, straży miejskiej, powozów konnych, trębacza co godzinę oraz cen za kawę, lody, nalewki, tudzież czekoladę serwowaną w ogródkach okalających rynkowe płuco.
    Przez niebo przeleciał samolot.
    Starszej pani śledzącej warkocz spalin zrobiło się słabo od patrzenia w górę, więc usiadła i dała nura w torebkę za tabletkami. Miała na imię Bernadeth i pochodziła z Francji. Tak można było wywnioskować z napisu zamieszczonego na torbie podróżnej. Zrobiło mi się jej żal. Podszedłem, lecz rosły mężczyzna – mąż, zasłonił stanowczo jej oblicze, patrząc mi złowieszczo prosto w oczy. Ciarki przeszły wskroś. Wręcz poczułem się głupio, że chciałem coś w ogóle… pomóc tejże wątłej istocie. Co za świat pełen nie-pomagierów, nie-ludzi, nie-istot.

    Nie dalej jak wczoraj usiadłem na ganku przed domem, patrząc w zagłębienia chmur wyrzeźbione sierpem księżyca. Sąsiad zagonił ptaki do gołębnika, zapalił fajkę i cicho zaklął. Po prostu on tak już ma.
    Pora wieczorna – melancholijna. Moment, jak po trawce. Prawie jak zjazd po wódce. Było dobrze. Nic nie ćwierkało, brzęczało, huczało i nie kosiło trawnika. W oknie natomiast pojawiło się światło oraz młoda kobieta delektująca się urodą i wchłaniając ciszę oraz me westchnienia.
    Tymczasem przez sufit nieba przeleciała czerwona żarówka migotająca międzynarodowym kursem.

    Zażyłem kawę z ajerkoniakiem z krakowskiego kredensu. Mówię ci, luksus dla podniebienia. Nie obawiam się użyć określenia „palce lizać”. Jak będziesz miał okazję spróbuj, a tymczasem podaję przepis:

    2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej expresso delicje creme zalewamy ciepłą wodą ok. 90C. Delikatnie mieszamy nie zaburzając powstałej wcześniej pianki.
    Dodajemy cukru do smaku lecz nie za dużo, a następnie 4-6 łyżeczek krakowskiego ajerkoniaku.

    Kiedyś poeci mieli swój absynt, ja mam kawę. I stanowczo wystarcza jak na teraz i na zapas. Dłuższą noc księżycową.

    „Pocałuj mnie prosto w usta. Jesteśmy tu tylko ty, tylko ja. Życie jest takie krótkie. Śmierć jest tak blisko. To wszystko ginie, umiera. Pocałuj mnie”
    (D. Masłowska ‘Wojna polsko-ruska”)

    Twój najdroższy D.

    Cieszyn 12.10.2009r.

  • Z listu do Mirosława Gabrysia. Część druga

    “Wish there was something real wish there was something true
    Wish there was something real in this world full of sou”
    NINE INCH NAILS - Wish [Broken]

    Drogi M.

    Wczorajszym dniem nie zdążyłem do Ciebie napisać. Umęczony poprzednim opadałem z sił caluteńki. Boży dzień przeleżałbym najlepiej w łóżku. Ale cóż, w „nagrodę” niosłem tapczan z góry na dół i z dołu do góry. Potem stolik, dwa fotele, lampę ze stolikiem, telewizor, zjadłem ciasto, popiłem kawą, zniosłem stolik, biurko. Padał deszcz. Fizyczność umierała z każdym stopniem klatki schodowej.

    Mirku, powiem wprost. Brakuje mi Twej obecności. Na diabła, żeś wypierdzielił tak daleko? Ukrywam z trudem ból w klatce piersiowej, słowa goryczy. Czy nasze piwo Ci już zbrzydło? Słodkie barowe „spierdalaj”. Pedalski uśmiech barmanki? Dekadencki żywioł ubikacji? No powiedz! No wytłumacz mi to wreszcie!
    Może pominąłem, ten etap emigracji zakochując się w dziewczynie z osiedla, potem kolejnej, jej siostrze. Zmieniałem nerwowo kanały popijając piwem każde doniesienie o masowej emigracji Polaków. Wbijałem głębiej palce w oparcie fotela z pytaniem „dlaczego?”. Wyprowadzanie psa sąsiada ucichło. Trzaskanie drzwiami ucichło. Trucht rozchichotanych dzieciaków ucichł. Zapach perfum Madame Polack zanikł. Sapiący oddech nocnej rytmiki spowolnił. Została bladość starości rozdrapująca rany historii. Zosia, której na „do zobaczenia” strzelono „gola”.
    Może mi to zechcesz raz na zawsze wytłumaczyć, czym Ci ja POLSKA zawiniłam? Gdzie popełniłam błąd kreacji Twojej osobowości? Czy może dlatego, że wykrzyczałam „NIE”, kiedy próbowałeś umówić się ze mną na randkę? I to miał być twój protest? Żałosne.

    Niedziela. Polacy przegrali w kosza pięcioma punktami.
    Droga M zaplotła włosy w warkocz i naniosła żel na paznokcie.
    Na obiad będzie rosół drobiowy. Najzwyklejszy pod słońcem, polski. Tłusty.

    Cieszyn 13.09.2009r.

    "Nie gniewaj się na mnie Polsko, nie gniewaj się,
    że zamiast spotkać się z tobą, spierdoliłem ci…”
    - Sztywny Pal Azji
    Hej, Cielaku, hej, hej.
    Ja naprawdę wolałbym zaśpiewać, że mieszkam w Polsce, mieszkam tu, tu, tu, i że po sobotnich balach chodniki zarzygane i co tylko tam Kult chce.
    Albo jak Obywatel G.C. - te brudne dworce, gdzie spotykam ją. Bo przecież tu nawet dworców nie ma, a chyba lepiej mieć coś brudnego niż nie mieć tego wcale (choćby skarpetk) (…)
    Życie to zwykła maszyna do szycia, która obrabia człowieka ściegiem najprostszym z możliwych, zwykłą fastrygą, i ani się niee obejrzysz, a już jesteś przyszyty. Ja aktualnie jestem przyszyty do Islandii, ale już sie pruję (he, he), już się wyrywam, już prawie mnie tu nie ma, niebawem zostanie tu po mnie dziura.
    Pozdrowienia z coraz większej wsi Reykjavik,
    - Twój M

    Reykjavik, 23.09.2009r.

  • erotyk

    erotyk

    Sąsiadka wymachuje białą flagą fig
    Odpowiadam skrawkiem papieru
    Chcąc przelać ją na linie
    W proporcjach ciała i układzie włosów
    Burzliwie rozwianych na szklanej tafli

    Ścieląc przestrzeń ciała
    Rozkoszuję się estetyką piersi
    Ciągle wieje wiatr zakroplony niepogodą
    Drgają fałdy ciężkich kotar

  • Wywiad w Przeglądzie Australijskim

    Ukazał się wywiad ze mną w Przeglądzie Austrlijskim
    http://przeglad.australink.pl/jurata/artykuly/...

    miłego czytania

  • Zadośćuczynienie

    „Na długim sznurze wiszą rozpięte między nami niewypowiedziane słowa i zmarnowane godziny”
    Małgorzata Niedziółka „C. do M.”

    Zadośćuczynienie

    skręcając w róg ulicy Głębokiej
    spostrzegłem czerwień rękawa jaki zwykle nosisz. pobiegłem
    z owego rogu głębiej i jeszcze głębiej
    w bramę, korytarzem, znowu w bramę
    na podwórko. Słońce
    wczesne nastoletnie.

    Cieszyn 6.06.2009

  • Z listu do Mirosława Gabrysia. Część pierwsza.

    Spasłem się całe sześć kilo i bebech wystaje zza paska. Na szczęście nie mam jeszcze kłopotu z odróżnieniem pępka od siusiaka i wiem, na czym sprawy stoją. Z samookreśleniem osobowości, oczywiście także nie mam problemu.
    No dobra. Przyznam się. Czasem śnią mi się dziwolągi, gdzie to raz jestem kobietą, a potem facetem. W efekcie posuwam samego siebie. Rozumiesz? Czy to nie przezabawne?
    Równomiernie.
    W pokoju jest wiele drzwi do kolejnych pokoi, gdzie również znajduje się, wiele drzwi do następnych pokoi i tam tak samo, dalej i dalej. Wciąż ja, drzwi, klamka, i ja i drzwi i klamka.
    Kiedyś śniły mi się ogromne głowy ślimaków z naturalną wielkością muszli. Przezabawnie to wyglądało. Wiesz, takie grubasy z maciupeńkimi melonikami. Mama wtedy pytała „co ci się śniło, bo śmiałeś się przez sen”. Jak zacząłem chodzić po pokoju z poranną erekcją, to przestała. Także wspominać o współżyciu seksualnym, dorastaniu. Byłem jej ukochaną córeczką. Skoro jesteśmy przy rodzinie.
    W naste urodziny dostałem od ojca maszynkę do golenia, żyletki polsilver, pędzelek i piankę oraz śmierdzącą wodę po goleniu. To był mój pierwszy alkohol. Porżnąłem się przez brak umiejętności władania narzędziami ostrymi, ale za to trendy. Należałem do kasty golących się blokowych chłopaków.
    Co do brata, nie miałem nigdy o nic żalu. Dwa inne światy. Jak Górnik Zabrze i Legia Warszawa. Siedem lat różnicy to zbyt dużo, aby zrozumieć pewne kanony, zwyczaje i ciemne zakamarki nocy oczami małolata.
    Szybko za to dorosłem, upadłem i podniosłem się.
    Zwiedziłem całą Polskę.
    Nie byłem tylko w Wilnie.

    Cieszyn 23.08.2009r.

    „Ja też w trakcie zmiany pracy jestem, a właściwie miejsca pracy, bo dalej na poczcie, ale jak będzie chujowo, to idę na zasiłek, a co! Spasłem się tylko o 4 kilo, bo 10 km dziennie z listami napieprzam. Gdybym siedział za biurkiem, to spasłbym się nie 4, a 14 kilo!” – Mirek.

    Reykjavik, 09.09.2009r.

  • Sms travel

    Bielsko. Bułka z pieczarkami i żywiec.
    Posuwam się szlakiem unikatowej architektury miasta.
    Żule i zakochani lansujący dezorientacje, dizajn, postoje taksówek.

    Bielsko-Biała maj 2009

  • Dzień jak dzień

    Jak tam Drogi Wędrowcze się miewasz?
    Bo ja ponuro bardzo gdyż są dzis walentynki a już się musiałem emocjami unieść gdyż były chłopak mojej dziewczynie posłał smsem walentynkę
    a potem usłyszałem że to "dzień jak każdy inny" i na dodatek w ten szczególny dzień jedziemy do Bielska lub Katowic... z jej koleżanką.
    Ponuractwo .
    A nadodatek przegrałem pojedynek na pistolety w grze www.the-west.com ... bo spałem. jakiś drań chyba cierpi na bezsenność bo to jużd rugi raz w tym tygodniu. Uparciuch jeden.

    Chciałbym przespac ten dzień i obudzic się od nowa.
    Tak z dwie godziny wcześniej.
    Zrobiłbym unik i nie zastrzeliłby mnie drań.
    Skasowałbym smsa.
    Zasadził trawę za oknem.
    A potem zamurowałbym drzwi od sypialni wstawiając okienko odwiedzin typu więziennego.
    Aby nie umrzeć z głodu

  • ...

    LR dziś gryzie ale pracuję nad nią aby przestała :)

1 2