http://netlog.com/OstareMaciejMaciejOstarehttp://pl.netlogstatic.com/p/tt/000/801/801817.jpgPolandMałopolskie Strona profilowa użytkownika Ostare

Ostare

mężczyzna - 20 lat, Kraków, Poland


Feed RSS

Blog 10


  • 10. Krótko.

    Nie jeść, nie spać... chcę mieć skrzydła.

  • 09. Przyjemne w dotyku.

    Chwyć to i rozgrzej... pozwól wniknąć ciepłu w szkło. Tam, gdzie przecinają się promienie wzroku. Światło nada mu barwę. Chcesz ją ujrzeć?

    Skąp się w niebieskich łzach, które malują skórę na czerwono. Abstrakcja - myślisz? Nie rób tego. Bądź. Dopasuj, zmieszaj, pozwól wniknąć ciepłu w szkło.

    Impuls sprawi ból. Załaskocze. Spodoba ci się. Wiem to.

    Nieregularne linie papilarne. Hahaha, moje są proste, a ty ich w ogóle nie masz.

  • 08. Lampka nocna.

    Chciałbym być kimś, kim nie jestem. Chciałbym być nikim. Ale jestem kimś. Sobą jestem.

    A może mnie tak naprawdę nie ma?

    Patrzę w lustro. Albo nie. To lustro patrzy we mnie.

    Gaszę światło, żeby lustro przestało patrzeć.

    Ale wtedy są te pajęczynki w mojej głowie. Wtedy jestem, ale lustro tego nie widzi.

    Te pajęczynki, to Ja? Gdzie jest pająk, który je uplótł?

    Mucha wleciała mi do ucha i się za okiem przylepiła. I nie wyjdzie już.

    Może pająka zwabi.

    Poczekam.

  • 07. 1.000 ^^

    Ciekawym niezmiernie, któż był tysięcznym gościem na moim profilu. Szczęśliwiec niech zgłosi się do mnie po dużego Heinekena ^^

  • 06. ...~

    Bad
    taste
    of
    existence
    .

    is to be a...

  • 05. "Taki miks"

    Tulę swoje nagie plecy do świeżej, miękkiej, pachnącej Trawy. Krople Porannej Rosy spływają po moich dłoniach. Przed oczyma powoli przepływa nieprzeniknione, Błękitne Niebo, przeplecione pojedynczymi Obłoczkami.

    Muzyka dobiegająca z membran słuchawek wnika do moich żył. Karmazynowa, ciepła Krew miesza się z rozedrganymi cząsteczkami. Wypływa ze mnie z Dźwiękiem.

    Trawa przenika już moje bose stopy. Przez głowę, bez pośpiechu przeleciał barwny Motyl i usiadł w okolicy ucha. Niech i On posłucha. Lewa dłoń pachnie Pranną Rosą. Nie, to jednak nie Ona. Już się rozpłynęła. Reszta mojej materialności zdaje się kołysać, poruszana słodkim podmuchem Leśnego Wiatru.

    Przestaję czuć. Staję się Muzyką. Moje myśli... one... nie wyczuwam ich obecności... chyba leżą gdzieś pod odległym Drzewem. Jestem czysty. Jestem krzykiem odchodzącej Nocy. Nie zobaczysz mnie już. Unoszę... dobrze... Ja. Nie, tego już nie ma. Spokój.

    Tylko Spokój.

    Posłuchaj go ze mną.

  • 04. Krótko

    Sięgnąłem, po rozsiewającą woń zapomnianej mądrości, strudzoną książkę.
    Umieściłem się w wygodnym, głębokim fotelu.
    Wcisnąłem do uszu słuchawki i...

    ...i odleciałem ponad pułap własnej świadomości ^^

    (A książki nie zdążyłem już otworzyć :))

  • 03. "Zapach czekolady"

    Sędziwy już kawałek mojej twórczości. Mało kto czytał i zapewne taki bilans utrzyma się jeszcze dłużej. Miałem tego nie zamieszczać, za dużo znajomych mogłoby tu zaglądnąć, a to to zbyt ckliwe jest i nie pasuje do mojego wizerunku... :) A, psia krew! Enjoy! ^^

    "...leżeli wspólnie na kocu. Pachniało świeżą trawą i czekoladą, która od dłuższej chwili zmagała się z wiosenną temperaturą. Patrzyli na puszyste obłoczki, które, jak to się rzadko zdarza nie przypominały żadnej znanej im rzeczy.
    - Zakochałem się - powiedział bez żadnego ostrzeżenia. Poczuła szybsze bicie serca i ten przyjemny skurcz w żołądku.
    - O, jakaś nowość! Ciekawe, kim może być ta szczęściara? - zapytała z zamierzonym zainteresowaniem. Powtarzała już w myśli słowa, które miał za chwilę wypowiedzieć.
    - Nie mówiłem ci o niej... - nadal nieprzerwanie wpatrywał się w leniwie sunące chmury. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji, a głos miał szczególnie monotonny. Ścisnęło ją w żołądku, co tym razem już nie należało do najprzyjemniejszych doznań. Nie takiej odpowiedzi się spodziewała.
    - Znam ją? - zapytała, starając się usilnie ukryć napływające z coraz większą siłą emocje.
    - Jest niesamowita. Nie myślałem, że jeszcze zdołam kiedyś poznać tak fantastyczną kobietę... - jego głos delikatnie się załamał. Przez dłuższą chwilę nie wypowiedzieli żadnego słowa. Zapach czekolady stał się nieco silniejszy, a wiatr dalej muskał subtelnie tańczące źdźbła traw. Czuła, jak oczy powoli zachodzą jej łzami. Miała ochotę schować się jak najgłębiej. Chciała uciec, lecz nie potrafiła zebrać sił, by wstać.
    - Pozwól mi się w tobie zakochać... - powiedział, a jego głos drżał. Spojrzał w jej błyszczące od łez oczy i dostrzegł w nich zbyt wiele...

    Nie wiedziała, w jaki sposób zakończyła się ta historia. Przesunęła koniuszkami palców po wydartych stronach starej książki. Zamknęła ją, podniosłą się powoli, otrzepała z kurzu i z kłębkiem dziwnych uczuć na dłoni wyszła z tej wiekowej już, zapomnianej biblioteki. Za tydzień mieli ją wyburzyć, by postawić na jej miejscu kolejny, nikomu niepotrzebny hipermarket. A na zewnątrz słońce świeciło mocno..."



    Po kilku (może i -nastu) rozmowach z pewną osobą, polecającą mi napisanie dłuższego opowiadania, postanowiłem stworzyć na początek coś "skromniejszego". Celowo użyłem cudzysłowiu, ponieważ ten z pozoru krótki tekścik kryje w sobie więcej rzeczy niż zamierzałem w nim zawrzeć... chyba zaczynam doceniać uroki rozwijania własnej twórczości. Póki co, nie dedykowałem tego nikomu... może z czasem znajdę konkretniejsze źródło inspiracji, któremu mógłbym poświęcać większą część własnych, pogmatwanych i wyrwanych z kontekstu myśli. Ewentualne T.H.X. za zainteresowanie wpisem.

    ----

    A "Wielki Ciężki Słoń stanął wielką stopą i wszystko inne stało się żadne..."

  • 02. NieTypowy dzień. Scrap.

    Co za dzień. Mam ochotę zapisać kilka strton A4, a i to byłoby zbyt mało, by móc w większym stopniu sporządzić skrócony plan dzisiejszych wydarzeń :]

    Pomimo procentowego nastroju, pomimo parkowania w rowie po uprzednio kilkudziesięciu oddanym skokom na główkę do pobliskiego akwenu ( i ogólno cielesnego zmęczenia) mam zaje**szczy nastrój... no ale co z tego, jak z samego rana wstać muszę i za kierowcę robić?

    Hehe... dzień "full wypas", jak to sie mówi :] Aż sobie zazdroszczę dzisiejszych wrażeń ^^

    --------------------------------

    A. I dzisiaj "uroczyście" stuknęło mi 19 i pół. Staro się czuję, ehh :)

  • 01. Nie-tak mocny kwas.

    Obaczcie, co jedno piwo potrafi z człowiekiem nawyczyniać. Pani Wena, której to od dłuższego czasu namiętnie poszukiwałem w każdym możliwym miejscu i przedmiocie, znalazła się niespodziewanie na dnie zielonej butelki Carlsberga. Kto by jej tam szukał, nie? Cwana bestyjka.

    Zainspirowany twórczością Sapkowskiego, Olgi Gromyko, ogólnie pojmowaną kulturą Prasłowian oraz podłością dzisiejszego świata, postanowiłem (raczej to ta Pani W.) wydziergać zamieszczone poniżej ustrojstwo o dumnej nazwie, z początku kojarzącej się ze środkiem odurzającym. Nie bez powodu... Rozkminiajcie i tak nietrudny do zrozumienia strzępek mojej poezji. (nie, treść nie odnosi się do moich własnych doświadczeń ;])

    Enjoy! and jeśli łaska, post a comment :)

    --

    Nie-tak mocny kwas.

    A ja, jako ta rusałka
    wyłonię swą obnażoną pierś
    z odmętów wiekowego stawu,
    ze zmarzłym - jakże lubym - browarem
    w dłoni dzierżonym
    i złożę go u stóp twych...
    i ucałuję.
    Piwo, nie stopy twe,
    parchem obrośnięte.
    Miłościwy mój
    we wczorajszej wieczerzy niestrawionej
    skąpany po buta okowy.
    Jam tobie zbiegłej nocy przeznaczona,
    z jutrzenką opuściłam łoże
    splugawione.
    I ponownie ciebie ujrzawszy
    zwróciłam,
    co też wokół ciebie
    wraz ze zmierzchem legło,
    a co
    razem z jednej dłoniśmy spożyli.
    Twej, w winie po łokieć umoczonej.
    Nie bacząc na smród
    błąkający się pośród ciał nieprzytomnych,
    niechlubnie po całej izbie rozrzuconych,
    dosięgłam,
    co do mnie niegdyś samej należało.
    I uświadomiwszy wnet,
    że w twym żołądku spocząwszy,
    klucz do cnoty mej,
    przez wiosen zapomnianych czas niezliczony,
    piaskiem klepsydry zasypany,
    po trudach wydobyłam.

    Chwyciłam więc za oczko przyrdzewiałe,
    nie roniąc łzy samotnej
    opuściłam świat twój po wsze.
    Ów klucz niestrawiony dość,
    by swej postaci nie stracił doszczętnie,
    innemu powierzyłam,
    zestarzałam się
    i w mogile wspólnej
    z miłowania mego godnym
    zgniłam.

    --

    Niski pokłon w stronę Pani Weny (nie Wenery, to nie ta). Obyś jak najdłużej pragnęła gościć w moich progach (Wenerę też zapraszam, a co). Wbrew pozorom, u mnie nie jest aż tak źle :) Dziękuję uniżenie.

Tagi blogów

Nie użyto żadnych tagów