Yoopinka
kobieta - 21 lat
- Przyjaciele |
- Księga gości
- | Zdjęcia
- | Blog
- | Shouty
Blog 8
-
Konfjuzd
Dlaczego mam wątpić,
gdy wątpić nie chcę?
Czy wszystko co może mieć sens,
może być nonsensem?
Czy wiedza może prowadzić do regresu?
A decyzja musi być efektem długiego procesu?
Zbadane, niezbadane prawa i nakazy,
społeczne normy i zakazy. -
Dzieciństwo
Mija powoli już czas,
gdy latarki blask masz przed oczami,
gdy drogę swą znasz,
gdy kogoś masz.
Ostatnie koło tracisz.
Więc póki masz czas,
a sprawę swą znasz
ciesz się młodości każdą chwilą.
Bo za niedługi czas,
wstąpisz na życia szlak,
zatęsknisz za tym, co było. -
Funny :)
Z kategorii śmieszne:
0) ul. Erazma Ciołka (kto to był
1) ul. Racjonalizacji
2) firma "TRANS COSMITA"
3) firma "Mały Gil"
-
Niewielu naprawdę czerpie z piękna wiosny..
Single nie spacerują zbyt często po parkach na wiosnę, bo nie mają z kim, zakochani natomiast, parków tych i tak nie widzą...
-
adresy www
Fajne adresy:
http://shog.pl/fun/Wojnaciskania.jpg
http://www.paczekdlaciebie.pl/128702
http://www.100lat.pl/PoprawiaczNastroju/ -
Sens istnienia
"...po co Pan Bóg stworzył człowieka(..)? Na [to] pytanie odpowiadano już w tysiącach książek. Dlatego tu,w największym skrócie, a co za tym idzie bardzo upraszczając, napiszę, że Bóg stworzył człowieka i dał mu te siedemdziesiąt, osiemdziesiąt lat życia po to,
aby każdy z nas nauczył się kochać.
A po co to wszystko? Otóż Bóg jest Miłością, wieczną Miłością. Każdy, kto chce żyć wiecznie i mieć udział w szczęściu Boga- Miłości, musi się niejako do Stwórcy dopasować. Tak jak ślusarz przy pomocy pilnika dopasowuje klucz do zamka, tak i my przez te kilkadziesiąt lat naszego ziemskiego pielgrzymowania musimy zdążyć dopasować się do Pana Boga, aby się dostać do nieba."
ks. Piotr Pawlukiewicz
__________________________________________________- ____________
Dla mnie, jak i zapewne dla wielu innych ludzi sens ludzkego istnienia do tej pory był nie do końca wyjaśniony. Często zadajemy sobie pytanie: po co to wszystko? Nie sądziłam, że jeszcze tu na ziemii uzyskam na nie odpowiedź, a jednak. Ten fragment książki księdza Pawlukiewicza (którego kazania,rekolekcje i wykłady bardzo polecam,a także Msze Św. w niedziele w kościele św. Anny o godz. 15:00 w Warszawie) wywarł na mnie spore wrażenie i wyjaśnił sens życia ludzkiego.
A jak Wam podoba się ten fragment? -
Opowiadanie 1
Posępny, jak co dzień, Carl uchylił drzwiczki od lodówki i wsunął rękę do środka. Po omacku szukał ostatniego jajka, jakie zostało po wczorajszej jajecznicy. Właściwie to sam się sobie dziwił, dlaczego zostawił tylko jedno jajko w pojemniku, zamiast wraz z innymi usmażyć je na patelni. Nie miał również pojęcia, dlaczego naszła go tak nieodparta ochota właśnie na jajko na miękko. Ponieważ jednak od dłuższego już czasu Carl przejawiał wyjątkową obojętność na otoczenie i siebie samego, fakt ten nie przejął go zbytnio.
Błądził dłonią między skwaszonym mlekiem, przeterminowanym dżemem i nadpleśniałym serem. Rozdrażniony już trochę, nie mogąc znaleźć śniadania, otworzył lodówkę na całą szerokość. W tej samej chwili coś oparzyło go w rękę, która wciąż tkwiła wewnątrz. Cofnął ją szybko. Chwilę później z niedomkniętego urządzenia wyleciało brązowe stworzonko, niewielkich rozmiarów i przycupnęło dopiero na kanapie w salonie.
Poruszony tym razem Carl, najpierw zajrzał do lodówki. Zauważył tam fragmenty skorupki tego, czego wcześniej tak szukał. Zamknął lodówkę i ruszył w ślad za zjawiskiem. Znalazł je, na środku swej ulubionej, czerwonej kanapy. Ten widok z niewiadomych powodów rozweselił Carla i o dziwo zamiast przegonić intruza, a właściwie intruzkę, postanowił się z nią zaznajomić. Podszedł bliżej. Stworzonko siedziało na łóżku i patrzyło w stronę telewizora, którego Carl, jak zwykle zapomniał wyłączyć wychodząc z pokoju. Na dodatek, znów leciała jakaś brazylijska telenowela, których tak nie cierpiał. Mała jednak, wydawała się być nią całkiem zainteresowana. Korzystając z nieuwagi stworzonka, Carl postanowił się mu przyjrzeć. Ogólnie, wyglądem przypominało bajkowy stereotyp smoka, tyle, że miniaturkę. Miało duże, zielone oczy i znajome spojrzenie, wyraźnie kobiece. Carl jednak wiedział dobrze, że z tym smokiem nigdy wczęśniej się nie spotkał. Można powiedzieć nawet więcej: z żadnym smokiem, jak do tej pory. W duchu jednak pomyślał: „No cóż, zawsze musi być ten pierwszy raz.”. Podobał mu się ten mały smoczek.
Istotka nadal obserwowała ekran. Mężczyzna powoli podszedł bliżej do zwierzątka. Nadal nie reagowało. Serialowe perypetie bohaterów, musiały być dość wciągające. Ośmielony Carl szedł dalej. W jego głowie zrodziła się zuchwała myśl, o przycupnięciu na kanapie, tuż obok. Gdy już prawie na niej siedział, mała nagle uzionęła go w rękę. „Au!” syknął. Teraz był już pewien, najwyraźniej miał do czynienia z małą smoczycą. „Hej! Tak od razu zioniesz!? To nie w porządku. Poza tym, jako że ja pierwszy znalazłem Cię po urodzeniu należy uznać, że jestem Twoim opiekunem, prawda?” Istotka siedząc już na parapecie okna, przytaknęła główką. Carla ogarnęło zdziwinienie połączone z uczuciem radości. Zaraz potem zwierzątko pofrunęło do kuchni. Było bardzo miłe jak na smoka. A może to tylko Carlowi się tak wydawało. W sumie nigdy wcześniej żadnego nie widział. To niecodzienne zdarzenie, pojawienie się w domu smoka, tego smoka, było dla niego wbrew przypuszczeniom ( choć nikt ich nigdy nie snuł) zbawienne. Nareszcie coś odmieniło się w jego życiu. Coś go zainteresowało, wyrwało z rutyny, apatii, rozdrażnienia i zniechęcenia.
Smoczyca siedziała na blacie stołu i patrzyła w stronę lodówki. Oboje dobrze wiedzieli, że jej zawartość nie nadawała się do niczego. Carl poczuł głód ( tak przynajmniej sądził). W końcu nie zjadł jeszcze śniadania. „Co? Głodna? Poczekaj, wiem. Zaraz Ci coś przyniosę. Siedź tu spokojnie. Zaraz wracam.”
Zapewne nikt jeszcze nie wyprodukował karmy dla smoków, być może jednak jego smoczyca zasmakuje w pokarmach dla psów albo kotów. Takie nadzieje żywił Carl. Znane są przecież przypadki, gdy np. psy wyjadały kotom jedzenie z miski i na odwrót. Zdarza się. Dlatego Carl najpierw skoczył do sklepu zoologicznego, a w drodze powrotnej zahaczył również o spożywczy i kupił dwie siatki rozmaitych produktów. Od dawna tego nie robił. Zresztą lodówka sama o tym świadczyła.
Wrócił do domu i przerażenie go ogarnęło, gdy zobaczył otwarte okno, a w nim smoczycę. W swoim roztargnieniu oczywiście zapomniał je zamknąć, a przecież powinien był to zrobić od razu, a najpóźniej, gdy po raz drugi pojawił się w kuchni. Pomyślał, że pewnie mała zaraz odleci i tyle z jego nowego (czy aby na pewno) życia, ale nie zrobiła tego. Zwróciła się w jego kierunku i gdy zobaczyła pakunki od razu wróciła na stół. Carl wyjął z szafki miseczkę i nasypał do niej trochę karmy. Odwrócił się, schylił i sięgnął do szuflady. Wyciągnął z niej otwieracz i już miał wstać, gdy poczuł zapach palonego plastiku. Szybko skoczył do góry. Na stole zobaczył dziurawą, przepaloną torbę i smoczycę wyjadającą masło orzechowe. Z pokrywki słoika również niewiele zostało. Poczuł ulgę i nawet usmiechnął się pod nosem. Uwielbiał masło orzechowe. Zresztą nie tylko on. „Ech, stare dzieje.” Pomyślał. „No, trzeba przyznać, że wiesz co dobre!”powiedział. Mała spojrzała na niego i coś na podobieństwo usmiechu wypłynęło na jej pyszczek. „Ale tutaj jest coś co wolą smoki, chyba.” Podsunął jej miseczkę. Smoczyca spojrzała w dół. Prychnęła. I odwróciła się tyłem do Carla. „Co się stało? Nie obraziłaś się chyba!? Nie lubisz tego? To, co będziesz jeść? Masło orzechowe? Nawet nie wiem, czy możesz jeść takie rzeczy, a nawet jeśli, to samo masło chyba nie wystarczy?” Zwierzątko odwróciło się spowrotem mordką do opiekuna. Spojrzało na niego, a potem szybko podreptało przez stół do przepalonej torby. Tam rozpoczęło prawdziwą ucztę. Carl patrzył ze zdumieniem jak mała wyjadała po kolei: kilka sucharków, pół sałaty, biały ser i parę marchewek . „Odchudzasz się? wypalił Carl, ale istotka zamiast odpowiedzieć zionęła na drugą trobę, a następnie wyjadła z niej dwa pączki. „Wegetarianka?” Smoczyca kiwnęła głową. Po posiłku pofrunęła prosto do łazienki. O dziwo, drzwi zatrzasnęły się. Carl uznał za niestosowne podążać za nią. W końcu była kobietą. Niewiele myśląc zabrał się za sprzątanie.
Bardzo miło spędzało mu się z nią czas. No właśnie, z NIĄ. „Czas wreszcie nadać jej imię.” pomyślał. Póki co, jednak poszedł do salonu. Rozsiadł się na kanapie i skakał pilotem po programach. Wreszcie znalazł coś interesującego. Siedział tak i oglądał. Czas płynął i płynął. W końcu drzwi do łazienki otworzyły się, a smoczyca przyleciała na kanapę. „Dużo czasu spędziłaś w toalecie.” Istotka popatrzyła na niego przepraszającym wzrokiem. „Nie gniewam się. To normalne. Moja.. A nie ważne.. W każdym razie nie przeszkadza mi to, chyba, że sam będę potrzebował. Wiesz, mam inny problem. Musimy nadać Ci jakieś imię.. Jak chciałabyś się nazywać? Smoczyca obruszyła się i otworzyła szeroko oczy. „Co? O co chodzi? Nie chcesz imienia?” Pokiwała przecząco pyszczkiem. „Masz już imię?” Tym razem przytaknęła. „Świetnie! Tylko jak je odgadnąć? Hmm.. Mam pewien pomysł. Będę kolejno wymieniał litery na głos, a jak któraś z nich przypomni dźwięk początku Twojego imienia to kiwniesz główką. I tak po kolei, aż poznam całe Twoje imię. Dobrze?” Zwierzątko kiwnęło główką. „No to zaczynamy: A, B,C, D, ..., S” Mała przytaknęła. „Ok. Teraz dalej: A” Znów potwierdziła. W ten sposób po krótkim czasie dobrnęli do przed ostatniej litery. Ostatnią Carl odgadł już sam. Ze zdumieniem wyszeptał: Samantha. I obudził się.
„Co się stało? Gdzie ja jestem? Gdzie smoczyca? Samantha?” Chwilę zajęło mu zanim zrozumiał, że jest środa, 7 rano, a on śnił tylko. Wstał z łóżka i udał się do kuchni. Otworzył szeroko lodówkę, ale wewnątrz nie było, ani skorupek, ani jajka, ani nawet pojemnika po nich. Pusty pojemnik spoczywał w koszu na śmieci. Przecież wczoraj zrobił jajecznicę. Dziwnym byłoby, gdyby zostawił tylko jedno jajko w pojemniku i w rzeczywistości tak nie zrobił, to był tylko sen. Czy aby na pewno tylko?
Carl znów poczuł dopadające go znużenie i niechęć do świata. Jego egzystencja na powrót zamieniała się w wegetację. Usiadł na krześle i smutno popatrzył w okno. Nagle coś sobie uświadomił. „Samantha! Tak, Samantha!” krzyknął. Pobiegł do łazienki i szybko doprowadził się do ładu. Następnie wskoczył w czyste ubranie Było to dla niego dość nowe, aż dziwinie się poczuł. Czym prędzej wybiegł z domu. W pobliskiej kwiaciarni kupił bukiet wspaniałych kwiatów. Popedzając taksówkarza dotarł do celu. Wyskoczył z auta, ale taksówkarz krzyknął, że należy się 30 zł!. Zawrócił więc. Zaczął pospiesznie tłumaczyć panu, że wydał wszystko na kwiaty, że zapomniał, że od roku nie widział się z córką, że miał sen i że koniecznie musi się z nią zobaczyć, bo bardzo ją kocha i nie może bez niej żyć, że oczywiście odda mu pieniądze, ale nie ma ich w tej chwili przy sobie.
Tymczasem ktoś poklepał go po prawym ramieniu. Carl odwrócił się i zobaczył swoją córkę! Bezgraniczna radość wypełniła jego duszę. Niestety towarzyszyła jej również odrobina wstydu. Nie do końca tak miało wyglądać ich spotkanie. A już na pewno nie chciał, aby córka ujrzała go w tak niezręcznej sytuacji. W końcu jednak, to była Ona! Nareszcie! Szczęście zatem wzięło górę! Samantha zaś w pierwszej chwili uśmiechnęła się, jednak już kilka sekund później wyraz jej twarzy nabrał dziwnych kształtów i.. „Jak mogłeś nam to zrobić! Gdzie byłeś?! Dlaczego?!” krzyczała wściekła. Przez moment Carl poczuł się jak poparzony. Przypomniał sobie smoczycę. Wtem dziewczyna skoczyła w jego ramiona „Przepraszam tato! Ja także bardzo Cię kocham! Strasznie się cieszę, że wróciłeś!” „Bardzo za Tobą tęskniłam.” dodała już ciszej. Tak, to była jego córka. Prawie zapomniał o jej ognistym temperamencie.
Była ładna i młodziutka. Miała ciemną karnację i zielone oczy. Jak ojciec uwielbiała masło orzechowe, godzinami przesiadywała w łazience i od paru ładnych lat była wegetarianką. -
Po maturach...
Matury sie skończyły. Tak jak śpiewa Perfect jesteśmy "niepokonani". Teraz wolne, co oznacza czas, na zajecie się wszystkim tym co lubimy robić. Zapraszam do zwiedzania mojej małej witrynki, która z czasem bedzie się coraz bardziej rozwijać.